Od pewnego momentu zaczęło się pojawiać w internecie dużo niezwykle sumiennie odmalowanych, całkiem estetycznych prac. Tak jakby obudził się po ponad wieku etos wielogodzinnego dopracowywania detalu. Nazwiska nowych, nielansowanych dotąd artystów zawładnęły ikonosferą facebooka czy instagramu.
Kto choć trochę śledzi rozwój technologii ten oczywiście wie, że fakt ten jest związany z wejściem Dalle-e , Midjourney i nnych tego typu modeli AI. Z początku takie prace zdobywały tysiące “lajków” czy werbalnie wypowiadanych zachwytów. Przyznam, że sama widziałam też kilka prac, które spowodowały u mnie ukłucie zawodowej zazdrości. Myślę ,że dużo osób nie potrafi jeszcze odróżnić obrazów generowanych przez AI. Nie wspomnę z nazwy, aby nie zawstydzać, ale tegoroczne jury bardzo ważnego konkursu fotograficznego przyznało Grand Prix artyście, który całkowicie posłużył się sztuczną inteligencją. Ten przyznał się po ogłoszeniu werdyktu i nie przyjął nagrody, ale niesmak pozostał.
Żyjemy w przełomowym momencie, gdzie przyjąć trzeba nowe, potężne medium kreacji , które wielu zmiecie ze świata sztuki, a innych postawi na piedestały. Wszyscy będziemy bezradni w obliczu oceny, która praca ma jeszcze ludzką duszę, a która jest wynikiem bezdusznego algorytmu. Bo jest przecież całkiem sporo form pośrednich. Pozostaniemy z pytaniem ile sztuki jest w sztuce? Niestety podejrzewam, że jak zwykle i tak najważniejszym elementem pozostanie promocja. Ludzie będą promować “dzieła sztuki” tworzone przez wirtualne “mózgi”.
Ze swojej strony mogę trochę przybliżyć temat procesu twórczego, odsłonić tajniki zmagań z materią malarską i przetworzeniem tego co “w duszy gra”. Myślę ,że tylko tak może się obronić sztuka tworzona przez człowieka. Osobistą opowieścią, przybliżeniem historii która sią kryje za każdym obrazem, odsłonięcie tej części duszy, która wzięła udział w procesie kreacji.
Bezduszny algorytm jest pustką w estetycznym (bardziej lub mniej) opakowaniu. Jest wydmuszką nie jajkiem. Jest pustą ozdobą, wzorkiem mechanicznym, imitacją. Imituje człowieczeństwo tak dobrze, że ludzie, świadomie rozmawiając z botem używają form grzecznościowych. Musimy się dopiero uczyć,że w algorytmie nie ma nic z człowieczeństwa, to czysta imitacja, pozłotka, tombak.
Zachęcam do ludzkich opowieści o tworzeniu .
Poniżej zamieściłam zdjęcia z mojego pleneru malarskiego na Maderze, gdzie miałam okazję namalować ocean w różnych jego odsłonach. To cykl malarski “Słoną wodą malowane”, który jest najczystszym w formie malarstwem z natury, gdzie niczym impresjoniści, choć rzecz jasna inaczej w formie staram się uchwycić “ten moment”, gdzie światło prześwietla falę, która rozmawia z wiatrem. To kontemplacja samej wody, światła i powietrza. To zachwyt nad horyzontem, który jest dominantą każdej z tych prac. To zachwyt duszy nad pięknem. Czystym i nieskażonym…
To także moja potrzeba szukania harmonii w spokojnych okolicznościach wakacji, w oddaleniu od codzienności, w zapomnieniu o świecie, gdzie wojna i zaraza, gdzie niepewność i polityczne okładanie maczugą. Uciec w łagodność błękitu. W ikonę oceanu, z jego majestatycznym rytmem. W wodę, która oczyszcza. W każdym płótnie zapieczętowane jest na zawsze ludzkie uczucie, łagodna pieśń duszy, unikalna chwila. Żadnen z nich nie jest do powtórzenia, każdy ma swoją indywidualną pieczęć w kolorze człowieczego natchnienia.
Więcej do obejrzenia tutaj i tutaj




Dodaj komentarz