
Na polskim rynku sztuki jest kilka dość dużych domów aukcyjnych, gdzie wylicytować można tzw. “młodą sztukę”. Przy czym chodzi tu nie tylko o absolwentów czy studentów szkół artystycznych, ale także o artystów, którzy nie są jakoś szczególnie “rozpoznawalni” szerokiej publiczności ( czyli 99, 9 procent twórców). Domy aukcyjne przyjmują także prace od osób “doskonalących swój warsztat we własnym zakresie” (dawniej mówiło się “amatorów”).
Teoretycznie wszystko wygląda zachęcająco. Potencjalny kupiec ma szeroki wybór obrazów, dom aukcyjny znakomite możliwości otrzymania prowizji, a artysta szansę na dotarcie do szerszego odbiorcy.
Jest tylko jeden smutny aspekt tej działalności. To jest promocja bardzo złej sztuki. A raczej zabijanie sztuki. I nie dlatego, że artyści zgłaszający swoje dzieła są słabi. Z pewnością wielu z nich potrafiłoby stworzyć ciekawe prace. Nie wiem jak to wygląda aktualnie, ale za tzw. “moich czasów” , na ASP w dowolnym dużym mieście bywało po grube kilkanaście osób na miejsce. Co oznacza, że z reguły dostawali się na te studia ludzie dosyć zdolni. I tacy są w wiekszości artyści zgłaszający swoje prace do licytacji.
Obejrzałam z dużym niesmakiem prace proponowane przez “renomowane” domy aukcyjne takie jak Desa Unicum czy Xandu Gallery and Auction House w ramach aukcji Młodej Sztuki. Prace wysokiej jakości zdarzają się tam sporadycznie i należą do bardzo głodnych artystów. Gdyż jak wiadomo “dobry artysta to głodny artysta”. Z punktu widzenia osoby kupującej głodny artysta jest pożądany, bo za bezcen sprzeda każdą swoją pracę. Zatem być może na tym polega strategia, aby wyłuskać tych wybitnie głodnych i ustrzelić okazję.
Jeśli chodzi o generalną zasadę stosowaną przez wyżej wymienionych handlarzy sztuką to przyjmowane na aukcję prace mają cenę wywoławczą …1000zł.
Jeśli obraz zostanie wylicytowany za 1100zł to jak rozmumiem z regulaminu, zostaje sprzedany. Trudno wyobrazić sobie, aby klient, który wylicytował pracę odszedł z kwitkiem.
Jeżeli mówimy o obrazie średniej wielkości to koszt materiałów pochłania 200-300zł. Do tego, jak się domyślam dochodzi prowizja dla handlarzy. Nie wiem jaka, bo tam nie sprzedaję. Zazwyczaj galerie biorą 40-50% ceny. Być może organizatorzy aukcji inkasują mniej, ale za darmo promocji i sprzedaży nie robią.
Zatem jest duże prawdopodobieństwo, że artysta sprzeda swoją pracę za kilkaset złotych. Oddając prace na aukcję musi się z tym liczyć. A to oznacza, że nie dostarczy do sprzedaży pracy, nad którą spędził więcej niż kilka, kilkanaście godzin. Ewentualnie wygrzebie jakiś nieudany projekt odzyskując przestrzeń w studio. Z własnego doświadczenia przyznaję, że zazwyczaj, w najgłebszych kątach pracowni, poukrywane są przed widokiem obrazy niedokończone, przemęczone, takie , które doprowadziły swojego kreatora do momentu, w którym sobie je “odpuszcza” . Czyli obrazy “puszczone” po całosci.
Artysta dojrzały, względnie zamożny, trzyma sobie spokojnie takie potworki (szkoda wyrzucić, a obciach wystawić) i czeka do śmierci, kiedy to prace trafiają na śmietnik. Zdarza się, że zmarły artysta jest trochę rozpoznawaly i rodzina ma szansę uzyskać za nie przyzwoite pieniądze. Wtedy on rumieni się w grobie i po nocach straszy spadkobierców.
Artysta młodszy i mniej zamożny pozbywa się takich pół-udanych prac, odzyskując koszt materiałów i dokładając sobie do dwóch obiadów w restauracji.
Niestety przy tak postawionych regułach do szerokiego obiegu wchodzą prace, których wykonanie kosztuje mniej niż konserwacja powierzchni płaskich (przeliczając na stawkę godzinową).
I to jest moment, w którym konsumenci i artyści są robieni w balona.
Kupcom wmawia się, że przedstawia im się szeroki wybór wyselekcjonowanych prac.
Artystom zaś, nie daje się szansy na pokazanie ( a właściwie tworzenie) obrazów, które zajmują kilka ,kilkanaście czy kilkadziesiąt dni wytężonej pracy. Namawia się ich do tworzenia prac “pykniętych”, szybkich, bylejakich.
I tak kształtuje się “gusta”, tak kształtuje się smak.
Dla domów aukcyjnych najważniejszy jest obrót.
To nie jest promocja dobrej sztuki, to promocja “chałtury”.
Autorka jest artystką i szczęściem nie korzysta z usług takich domów aukcyjnych.

Dodaj komentarz