Idoiotyzmy jakie dzieją się w tzw.świecie sztuki sprawiają, że odbiorca najnormalniej w świecie przestaje się interesować tematem. Wielkie imprezy kulturalne(za którymi idzie wielki pieniądz) nie służą promocji sztuki tylko promocji konkretnych idei i poglądów. Oczywiście takich, które należy wepchnąć do łba publiczności na zlecenie sponsorów.
Magia „wielkich wydarzeń” wprawdzie działa, świat dziennikarski wokół nich tańczy (bo z tego żyje), ale samodzielnie myślący odbiorca sztuki ma prawo poczuć się zdegustowany i znudzony.


Ze względu na charakter bloga skupię się na Biennale Arte czyli tego, które zajmuje się sztukami plastycznymi (w szerokim pojęciu).
„FOREIGNERS EVERYWHERE”
W tym roku tytuł 60. Międzynarodowej Wystawy La Biennale di Venezia brzmi „FOREIGNERS EVERYWHERE”, a kuratorem jest Brazylijczyk Adriano Pedrosa.
Jak tłumaczy kurator, który sam definiuje się jako queer, wystawa to celebracja obcości, odległości, outsiderów, queerów oraz rdzennych.
Ten tytuł pochodzi z serii prac stworzonych przez kolektyw Claire Fontaine, założony w Paryżu, a obecnie działający w Palermo, od 2004 roku. Prace te składają się z neonowych rzeźb w różnych kolorach, które przedstawiają wyrażenie „Obcokrajowcy wszędzie” w rosnącej liczbie języków.
Wyrażenie to zostało z kolei zaczerpnięte od kolektywu z Turynu, który na początku lat 2000 walczył z rasizmem i ksenofobią we Włoszech: Stranieri Ovunque. Obecnie seria neonowych rzeźb Claire Fontaine obejmuje około 53 języków, w tym kilka języków rdzennych, z których niektóre są już wymarłe.
Prace te będą wystawione na Biennale Arte w tym roku jako nowa, wielkoformatowa instalacja w kultowych stoczniach Gaggiandre w Arsenale.
Mamy zatem pakiet ideologii migracyjno -queerowej czyli miód na serce „młodych, wykształconych z wielkich ośrodków”.
Dla nas, Polaków temat niezwykle aktualny w kontekście ekscesów na granicy z Białorusią. Nie muszę wyjaśniać, że szansę na sukces miałoby jedynie afirmatywne podejście do tematu.
Rodzime piekiełko
Pierwotny wybór polskiego Ministerstwa Kultury reprezentującego Polskę artysty – Ignacego Czwartosa był policzkiem wymierzonym lewackiemu establishmentowi weneckiego Biennale.
Rodzimi krytycy spod znaku wyluzowanej nowoczesności zarzucali mu “prawicową, meczeńską narrację” czy “polskocentrycznośc”. Dyskurs o sztuce został zatłuczony politycznym piekiełkiem.
Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że konkurs na reprezentanta Polski (można to prześledzić na stronie ministerstwa) odbył się rzetelnie, a krakowski artysta dostał 11 głosów na „tak” od 14 osobowego składu jury. Warto dodać, że drugi projekt w kolejności dostał ich tylko trzy. Była to propozycja ukraińskiego kolektywu Open Group, zatytułowana “Repeat After Me II“.
Ostatecznie to ta instalacja reprezentuje Polskę w tym roku w Wenecji. Została oddelegowana bezprecedensową decyzją ministra B.Sienkiewicza, w trybie politycznego prikazu, ignorującą wszystkie etapy, ustalenia konkursu i wieloetapowe przygotowania do realizacji pierwotnie planowanej wystawy.
Potomek Henryka Sienkiewicza postanowił zadośćuczynić za grzech nieprzychylnego opisu postaci Bohuna.
Wybór Ukraińców do reprezentowania Polski, zamiast Polaka (w dodatku chyba, o zgrozo, prawdziwego) wpisał się zapewne lepiej w klimat imprezy.
Oglądałam zdjęcia z bankietu w trakcie rozpoczęcia Biennale.
Nie ulega wątpliwości ,że pierwotny kandydat na tamte salony nie pasował.
Zarówno wyglądem (biały, nieustylizowany na dziwadło mężczyzna) jak i głęboką i całkowicie hermetyczną dla festiwalowego światka treścią.
Malarstwo Czwartosa, a przede wszystkim propozycja przygotowana na Biennale „Polskie ćwiczenia z tragiczności świata. Między Niemcami a Rosją” to obrazy przesycone bardzo konkretną, przejmującą treścią.
Strategią, którą przyjęli kuratorzy jego wystawy (Piotr Bernatowicz i Dariusz Karłowicz) było „Skupienie się na tym, co specyficzne dla nas i przede wszystkim polskiej wspólnoty i być może potencjalnie nieznane zagranicznej publiczności.
Jednocześnie, jak zaznaczono w opisie kuratorskim odrzucono strategię, która jest „próbą wpisania się w aktualne, modne trendy, tudzież w oczekiwania zagranicznej publiczności, próbą odgadnięcia co spodoba się zagranicznym dziennikarzom i zafrapuje ich na tyle, że znajdą w swoich relacjach z Biennale miejsce na opisanie polskiej wystawy, a także co spodoba się jurorom, którzy postanowią nagrodzić właśnie nasz pawilon. Patrząc na wybory projektów reprezentujących Polskę na Biennale w Wenecji po 1990 roku trzeba przyznać, że często ta strategia była wybierana.”
Wydarzenie towarzyszące
Ekspozycja ta doskonale korespondowałaby z wydarzeniem towarzyszącym Biennale, a mianowicie wystawie Andrzeja Wróblewskiego zorganizowanej przez Fundację Rodziny Staraków.
Inspiracja (oczywiścnie nie mam pewności na ile celowa) malarstwem Wróblewskiego u Ignacego Czwartosa jest moim zdaniem zdecydowanie widoczna.Co ciekawe, klasyka jakim stał się Wróblewski nikt nie kąsa za martylorogiczną narrację. Poniżej przekleiłam zdjęcie płótna Ignacego Czwartosa (po lewej) zestawione z “Rozstrzelaniem” Andrzeja Wróblewskiego.


https://www.inyourpocket.com/wroclaw/ignacy-czwartos-polish-painter_17407e#&gid=1&pid=1
Nie dowiemy się jak zareagowałoby jury (cztery panie z czterech stron świata i jeden pan z Afryki) oraz kurator queer. Minister Sienkiewicz nie dał szansy Ignacemu Czwartosowi. Możemy się jedynie domyślić, że impreza tak szeroko inkluzywna jak Biennale w Wenecji jest szeroko zamknięta na głęboko osadzoną w historii, patriotyczną (patrio… co???),narodową sztukę polskiego artysty.
Prace Ignacego Czwartosa pojechały ostatecznie do Wenecji, ale pokazywane są poza mainstreamem wydarzenia.
Na zakończenie:
Oto logo tegorocznego Biennale (moim zdaniem OKROPNE – zestawienie kolorów boli, informacja nie przebija się do odbiorcy, generalnie wyglada jak błąd programu graficznego).

Biennale Art 2024 w Wenecji. Źródło: LA BIENNALE DI VENEZIA

Dodaj komentarz