Oto właściwe miejsce, żeby opowiedzieć o maderskich lewadach (ogólnie i w moim malarstwie:)).
Nazwa „lewady” pochodzi od portugalskiego czasownika levar „podnosić”, „zabierać”, „nosić” lub „prowadzić”. W tym kontekście chodzi o rozprowadzaną po wyspie wodę – „agua levada”.
Madera jest znana między innymi z unikatowego systemu kanałów irygacyjnych. Zostały one wybudowane by transportować wodę deszczową z północnych, górskich stoków na bardziej suche południowe tereny rolnicze. Ich konstrukcja, często wykuwana ręcznie w skałach lub kopana przez ludzi podwieszanych w koszach, świadczy o ogromnym wysiłku włożonym w ich budowę. Dziś lewady nie tylko pełnią funkcję irygacyjną. Są również są popularnymi trasami turystycznymi, oferującymi malownicze i często płaskie, mimo górskiego terenu, ścieżki do pieszych wędrówek.
Ich piękno jest ujmujące i od kilku lat stanowi źródło moich inspiracji malarskich.
Same w sobie, choć służą celom czysto praktycznym stały się najlepszym przykładem niezamierzonego land artu. Pierwotnie bieg wody kształtowano za pomocą zbudowanych z kamienia wstęg kanałów okalających wyspę. Lewady nowsze budowano z betonu. Ale o dziwo wpisują się uroczo w krajobraz, tworząc dość abstrakcyjne, odcinające się od zieleni wyspy wzory. Przez swój niewielki rozmiar nie sprawiają wrażenia „betonozy”. Są przykładem harmonijnie wpisanej w przyrodę budowlanej ingerencji człowieka.
Pierwsze moje podejście do lewad jako tematu malarskiego było bliższe realizmowi. Chociaż dla osób, które ich nigdy nie widziały, te obrazy mogłyby wydawać się surrealistyczne. Czym bowiem może być taka miniaturowa rzeczka i 30 cm wodospadzik przecinający busz egzotycznych roślin? Tylko snem malarza. Wodna, błękitna wstęga, w której odbija się niebo, przecinająca nasyconą zieleń wzgórza z morskim horyzontem w oddali. Rzeka, góry, rośliny, morze w jednym. Nawałnica bodźców. Zieleń i błękit i granat bijące po oczach.
Po pierwszej fascynacji tematem przyszła refleksja. Zaczęłam malować obrazy inspirowane samą koncepcją lewady. Nie stosowałam wiernie kolorów, wyeliminowałam rozpraszające szczegóły . Została jedynie forma. Uproszczona. W zasadzie abstrakcyjna. Lewady są tam rozpoznawalne dla osób wtajemniczonych. Dla tych, którzy znają temat. Ale mam nadzieję, że bronią się bez tej wiedzy. Zapożyczona z kształtu lewad konstrukcja formalna obrazu tworzy klimat i harmonię, którą odczuwałam spacerując po kilometrach tych fascynujących maderskich szlaków. I to jest właśnie ta „dusza obrazu”, której nie zastąpi nawet najlepiej „spromptowany” obraz z Midjourney.

Powyżej “Lewady” z pierwszego cyklu


Powyżej “Lewady” z cyklu późniejszego.

Większość “Lewad” jest dostępnych tutaj.

Dodaj komentarz